Świadectwa

“Króluj dzięki łasce” 13-15.10.2017

***

Wszystko zaczęło się dokładnie rok temu, kiedy rodzice zabrali mnie na jeden z wieczorów z modlitwą o uzdrowienie…

 

Na co dzień studiuje w Gdańsku, tego dnia przyjechałam do Lidzbarka koło godziny 16. Mama jak zwykle przygotowała pyszny obiad i zaproponowała wspólne wyjście i spędzenie czasu razem w kościele. Sobota, wieczór, ja umówiona kilka godzin wcześniej z przyjaciółkami, pomyślałam sobie, że to chyba jakiś żart. Przeprosiłam mamę i oznajmiłam, że przecież jutro jest niedziela i na pewno zjawię się w kościele, ale dzisiaj mam wieczór dla siebie i swoich przyjaciół. Mama ze łzami w oczach stwierdziła, że przecież jutro już wracam i nawet nie będziemy miały okazji, aby porozmawiać, a nawet razem posiedzieć. Pomyślałam, że przecież jak pójdziemy razem do kościoła to i tak nie będę mogła odezwać się słowem i nic to nie zmieni. Do naszej rozmowy wtrącił się tata i stwierdził, że nie będzie mnie namawiał, ale jak pójdę to na pewno tego nie pożałuje. Skoro tata tak mówi, to oznacza, że coś musi być na rzeczy. Nigdy nie lubiłam też sprawiać przykrości mamie, dlatego zacisnęłam zęby, szybko się ubrałam i poszliśmy.

 

Podczas całego wieczoru z kościoła chciałam wyjść co najmniej dwa razy. Na początku eucharystia, później konferencja, uwielbienie i dochodzi do samej modlitwy i wołania do Ducha Świętego. Nie wiedziałam kompletnie co się tu dzieje… Co wszyscy ludzie tu robią? W jakim języku mówią? Dlaczego ciągle ktoś upada na ziemię? Czemu nikt tych ludzi nie budzi i nie dzwoni po karetkę? Gdzie ja w ogóle jestem?

 

To było bardzo dziwne uczucie, czułam się całkowicie zdezorientowana. Wszystko zmieniło się podczas modlitwy wstawienniczej. Oczywiście w pierwszej chwili nie miałam odwagi podejść do modlitwy, ale za namową mamy jak zawsze się zgodziłam. Wtedy moja kariera z Panem Bogiem zaczęła rozkwitać. Podczas modlitwy poczułam coś niesamowitego. Zalała mnie ogromna miłość i czułam ciepło przechodzące przez całe ciało. Wpadłam w histerię i przez dłuższy czas nie mogłam się uspokoić. Od tamtej pory zaczęłam bardziej szukać Boga, częściej się modlić, uwielbiać i spędzać więcej z nim czasu. Tylko, że to był dopiero początek…

 

 

Od kilku lat miałam problemy z ogromnymi bólami głowy, które pojawiały się najczęściej podczas stresu i jakichś nerwowych sytuacji. To były ataki, które były raz, dwa razy w miesiącu. Traciłam przytomność po kilka razy, a ból nasilał się z każdą chwilą. Było to takie kłucie w skroni, że nie raz miałam ochotę zapaść się pod ziemię.  Będąc w domu, na uczelni, w tramwaju czy gdziekolwiek nie wiedziałam kiedy może mi się przydarzyć. Zwiedziłam tyle gabinetów lekarskich, w których ciągle mi mówiono, że muszę nauczyć się z tym żyć i innej rady na to nie ma. Miałam przeprowadzonych szereg badań, dostałam ogrom leków, a ataki były wciąż takie same. Najbardziej szkoda mi było w tym wszystkim rodziców, kiedy widziałam jak za każdym razem cierpią. Już nie patrzyłam na siebie, bo wiedziałam, że już zawsze tak będzie, ale kiedy mama ze łzami w oczach próbowała mnie ocucić czułam się z tą myślą o wiele gorzej. Zawsze miałam problemy ze zdrowiem, od małego rodzice powtarzali, że ciągle coś się działo, choroba za chorobą i to oni w tym najbardziej cierpieli. Czułam się taka beznadziejna i słaba, bo nie mogłam nic z tym zrobić dopóki nie trafiłam na kolejne marcowe rekolekcje. Wtedy wiedziałam, że coś zaczyna się dziać z moją głową i Pan Bóg działa. Po modlitwie mrowiało mi całe ciało, miałam strasznie gorącą głowę, cała się trzęsłam i miałam pierwszy spoczynek w Duchu Świętym. Od tamtej pory oddawałam to wszystko w ręce Pana. Kiedy pojawiał się jakikolwiek ból kładłam ręce i odmawiałam krótką modlitwę, która w moim życiu działa cuda. Przy każdych rekolekcjach czułam jak Duch Święty mnie wypełnia i wylewa Bożą miłością. W sercu miałam takie pragnienie poznawania Pan Boga jak nigdy dotąd. Zaczęłam jeździć sama na rekolekcje, gdzie kiedyś było to niemożliwe. Przestałam się bać opinii innych. Przy tym sama wzmocniłam się duchowo. Nie wyobrażam sobie dnia bez modlitwy.

 

 Do dnia dzisiejszego nie miałam ani jednego takiego ataku, nie muszę brać leków, a ból jest znikomy. W sierpniu Pan uzdrowił też moje kolano, które sprawiało problem przy dłuższym staniu czy chodzeniu.

 

To wszystko stało się tak nagle i widzę jak Pan wywraca moje życie do góry nogami. Już nie ma zwykłej szarej codzienności, zmieniły się moje relacje, nastawienie do innych, pojawił się większy pokój w sercu i ogrom miłości. Pan Bóg stawia mi na drodze niesamowitych ludzi, którzy pomagają mi zbliżyć się do Niego i w których mam ogromne wsparcie. Kiedy mam chwilę słabości uciekam do modlitwy, teraz to jest moim największym lekarstwem. Wszystko zmierza ku Niemu i to On jest na pierwszym miejscu. Dzisiaj nie wyobrażam sobie, że kiedykolwiek w moim życiu może Go zabraknąć.

 

‘I dam Wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała’

( Ez, 36,26)

 

Chwała Panu!

Uczestniczka

Ostatnie wolne miejsca na Rekolekcje w drodze do Włoch - "Świętość w codzienności" - Zapisy przez formularz w terminarzu lub tel. 727 008 303.